niedziela, 3 maja 2020

Kp wcześniaka po cc - praktyczne rady

W wiadomościach prywatnych często pytacie mnie, jak mi się udało karmić mojego wcześniaka pomimo nagłego cesarskiego cięcia?
Odpisuje w miarę szybko, jak to wyglądało u mnie, bo chcę Wam pomóc.


Ale widząc, że jest taka potrzeba postaram się tutaj opisać Wam moją drogę do karmienia.
Pewnie jak każda kobieta w ciąży miałam plany, jak się dzieciaczek pojawi na świecie.
Jak będę ubierała, przewijała, karmiła.
Mając spore doświadczenie w karmieniu piersią starszych dzieci wiedziałam, że chcę tego maluszka karmić.
Jednak wyobrażenia sobie, a życie nam pisze przedziwne scenariusze.
Kiedy musiałam mieć nagłe cc moja psychika siadła, zna to chyba każda mama wcześniaka.

Przede wszystkim na początku nie docierało do mnie, że już nie jestem w ciąży, po drugie, kiedy przynieśli na łóżko obok drugą Panią po cesarce, a za chwilę dali jej dzieciątko do karmienia.
A ja sama jak ten kółek, nie widziałam mojego dziecka, miałam wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam go donosić.
Jeżeli macie taką możliwość poproście, aby położna zwłaszcza na początku Wam pomogła pobudzić laktację.
Co innego jak można usiąść, czy pójść do dziecka, a co innego jak jesteś sama ze swymi myślami i zostawiona sama sobie.
Jeżeli macie taką możliwość (wiadomo teraz w realiach koronawirusa nie ma takiej opcji) żeby Wam pomogła siostra, koleżanka.
Choć karmilam 3 dzieci nie za bardzo wiedziałam jak się zabrać za odciąganie.

Praktyczne porady, spróbuj się zrelaksować (wiem, zostałaś mamą wcześniaka, nie wiesz w jakim jest stanie i się podświadomie denerwujesz, ale spróbuj choć troszkę wyluzować).
Dobrze jest wziąć ciepły prysznic, jeżeli nie masz takiej możliwości to pieluchę namocz w ciepłej wodzie i zrób ciepły okład na pierś.
Można lekko rozmasować i próbować coś wycisnąć.
Choć powiem Wam, że dobrze zainwestować w dobry laktator.
Mnie pożyczyła laktator ręczny koleżanka  i zdecydowanie szybciej i łatwiej mi szło odciąganie.
Z perspektywy czasu jednak Wam powiem, że nie kupujcie pierwszego najtańszego, lepiej zapłacić troszkę więcej za coś sprawdzonego.
Ja zamówiłam za 99 zł elektryczny, który niestety się zepsuł i musiałam kupić nowy i zamówiłam za 159 zł z Canpol i naprawdę dobrze mi się sprawdził.

Przy odciąganiu mleka dobrze jest mieć zdjęcie dziecka przed oczami, to motywuje.
Mnie najlepiej szło po powrocie od maluszka.

Pamiętam jak czekałam na ten nawał pokarmu i mijały dni, a ja czekałam i poszłam do maluszka z niewielką ilością, a on akurat był po zmianie wenflonu i bardzo płakał, Pani mu bandazowala rączkę, więc nawet nie mogłam go dotknąć. Stałam przed tym jego "domkiem" i mówiłam mu, że go kocham, żeby nie płakał.
Musiałam wrócić na salę niestety, wchodzę, a tam jedna Pani do mnie : płacze, że nie ma mleka, a tu rzeka mleka.
Ja patrzę, a mam plamy z mleka na koszuli, pod wpływem płaczu dziecka się odblokowałam.

Nie zniechęcajcie się, choć może być ciężko, ja średnio co kilka dni miałam kryzys laktacyjny pomimo picia 3 butelek 1,5 l dziennie, femaltikeru i herbatek laktacyjnych.
Wiem, że jest procent mam, które mimo szczerych chęci nie mają pokarmu, ale warto powalczyć.

Jeżeli jest to tylko możliwe i dziecko daje radę próbujcie przystawiać do piersi, bo ono najlepiej pobudzi laktację.
Tylko pamiętajcie, że dla wcześniaka bardzo trudne jest ogarnięcie oddychania i ssania piersi, to duży wysiłek.

Jeżeli widziałam, że Mati zaczyna przysypiać przy cysiu to podawałam moje mleko z butelki.

Znowu się rozpisałam, a jeszcze tyle Wam chciałam napisać, ale nie chce Was zanudzić.


Na koniec polecam Wam poduszke do karmienia, u nas przez dłuższy czas się sprawdzała. 




czwartek, 30 kwietnia 2020

Kolorowy ryż - sensoryczne zabawy w domu

Od pewnego czasu obserwuje profil @motykakasia na instagramie. Kasia jest mamą 2 dzieci, animatorką zabaw i bardzo kreatywną osobą.
Pozwolę więc sobie napisać o ostatnio podejrzanej u niej zabawie.
Kasia pokolorowała ryż i ponaklejała w piaskownicy rurki od papieru, żeby jej synek mógł sobie sypać ten ryż.
Zrobiłam podobnie, ale Mati bawił się nie wykorzystując rurek.
Do zabawy użyłam 4 paczki ryżu po 150 g i 4 barwniki spożywcze, troszkę wody.




Nagrałam nawet filmik jak się młody bawi. 




Tutaj już 3 dzień bawi się ryżem. 
Daria mu pokazuje jak może sobie sypać do rurek. 

Tutaj 4 dzień zabawy ryżem 
Dziś bawił się 5 dzień, tyle, że częściowo już pomieszał ryż z piachem z piaskownicy i po zabawie definitywnie sprzątneliśmy, ale napewno wrócę do tej zabawy, bo Mati był zachwycony. 




poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Wreszcie możemy pójść do parku

Tyle czasu Kwarantanny każdemu już wychodzi bokiem.
Nawet typowi domatorzy mają dość i chcą w końcu wyjść.
Dlatego gdy tylko ogłosili, że z zachowaniem odpowiedniej odległości i środków ostrożności możemy wyjść postanowiłam pójść do parku.



Wzięłam ziarenka dla ptaków, ale nie bardzo chciały podpłynąć. 

 Byliśmy chwilę u pawi, ale mają teraz okres godowy i okropnie głośno się nawołują.
Mateo jak usłyszał, to się popłakał i musieliśmy wyjść.
Mimo wszystko to bardzo udany spacer.
Tym bardziej doceniam po tylu tygodniach siedzenia w domu.

A Wy gdzie wyszliście na pierwszy spacer? 

sobota, 18 kwietnia 2020

Jak wyglądał wcześniak Mati

Kilka dni temu na koncie Pani Kasi na insta @strefa_wczesniaka można było przeczytać o wyglądzie wcześniaka i tak wspomnienia wróciły.
Zaczęłam sobie przypominać, jak wyglądał nasz wcześniak.
Przede wszystkim na ten widok człowiek nie jest przygotowany, żeby przeczytał nie wiem jakie mądre książki.
Mnie przygotowywał lekarz opiekujący się maluszkiem Doktor Sławomir, opowiadał, że młody ma podłączone 2 kroplówki : jedną z antybiotykiem, a drugą od żywieniową, że jest podłączony pod kardiomonitor, ale niewiele mi to mówiło.
Wydawało mi się, że wcześniak, to po prostu mniejszy człowiek.

Z jednej strony nie mogłam się doczekać, kiedy go zobaczę, z drugiej bardzo się tego bałam.
Kiedy stanęłam przed inkubatorem pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to bardzo chude nóżki i rączki.




Skóra mocno czerwona, pełna meszku i taka jakby przejrzysta.
Widać przez nią było żyłki, żebra.
A jak oddychał robił mu się dołeczek pod żebrami.
Tutaj jego pierwsze zdjęcie zrobione przez Jacka (ja go zobaczyłam dopiero na drugi dzień) i wtedy profilaktycznie dostał tlen,


na szczęście po 4 godzinach nie był potrzebny, bo Mateo samodzielnie ładnie oddychał i miał dobrą saturacje.
Miał tak delikatną skórę, że jak ruszał nóżkami, to pomimo, że leżał na bawełnianych i flanelowych pieluszkach, macerowały mu się stópki i musiał mieć natłuszczane i nawilżane.
Zszokowało mnie też, jak mało ma tkanki tłuszczowej i nawet szyją taka chudziutka. 
Patrząc na niego miałam takie wyrzuty sumienia, że to ja zawiodłam jako mama, że chociaż leżałam, oszczędzałam się i brałam leki nie dałam rady go donosić. 
Mało tego, pod koniec ciąży już przestał się rozwijać, był uznawany za lekkiego hipotrofika, bo przez ostatnie 2 tygodnie ciąży zamiast przytyć z pół kilograma on jeszcze schudł. 
Do dziś mam wyrzuty sumienia, że musiał czekać 30 godzin zanim Mama do niego przyjdzie. 
Czytam dużo podobnych historii, w 90% przypadków mamy są zawożone przez personel po pionizacji, aby mogły zobaczyć swojego wcześniaka. 
Ja pomimo próśb nie zostałam zawieziona do swego synka, rano wyrywałam się, żeby do niego pójść, ale po ludzku się bałam. 
Dopiero jak była wizyta pediatryczna i neonatolog mi powiedział, że jest stabilnie poszłam do mojego synka. 
Nawet na portalach nie pisałam o synku i nie zamieszczałam zdjęć, bo nie wiedziałam, czy przeżyje. 
Zwłaszcza, kiedy pomimo podania immunoglobuliny poziom płytek krwi niebezpiecznie spadł. 
Dopiero kiedy w 4 dobie poziom płytek wzrósł wielokrotnie i synek dużo lepiej się czuł, a ja mogłam po raz pierwszy go kangurować i przytulić, to dopiero wtedy tak naprawdę poczułam, że jestem jego Mamą, tak namacalnie, mogłam go tulić w ramionach. 


Dotarło do mnie, że mam wspaniałego wojownika i ja też nie mogę się poddać, muszę być silna dla niego. 
Czy Wy też widzicie jak on się uśmiechnął, kiedy go przytuliłam 




poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Lany poniedziałek we wspomnieniach

Dziś znalazłam zupełnie przypadkiem zdjęcie z Wielkanocy w 2004 lub 2005 roku.


Na tym zdjęciu jesteśmy z życzeniami u moich rodziców. 
Podejrzewam, że to 2005 rok, a już rok później w Wielkanoc Daria była Chrzczona. 
Przypomniały mi się takie 2 wspomnienia z mojego dzieciństwa związane z lanym poniedziałkiem. 
Pierwsza dotyczy mojego brata Ryśka, który co roku coś nowego wymyślał, żeby mnie oblać. 
Jednego roku, zanim na dobre się obudziłam znalazłam się w koszuli nocnej w wannie pełnej wody. To był naprawdę niezły pomysł na lany poniedziałek. 

A druga historia, którą opowiadałam już z 10 razy moim córkom, o tym, jak wybrałyśmy się z moją babcią do kościoła. 

Miałam wtedy 13 czy 14 lat, a Babcia była u nas na Wielkanoc i w Lany poniedziałek rano namówiła mnie, abyśmy razem poszły do kościoła.
W ogóle moja Babcia uczyła mnie, jak się modlić, była bardzo religijna i mnie ukierunkowała.
Oczywiście bałam się, że nas obleją, jak tylko wyjdziemy z bloku, ale Babcia przekonała mnie, że ze względu na nią jesteśmy bezpieczne.
W drodze do kościoła jakoś udało nam się przejść.
Po Mszy na spokojnie doszłyśmy do bloku, gdzie z klatki wyszło kilku chłopaków.
Pamiętam, że Babcia mówi : chłopcy nie wygłupiajcie się, starą babkę będziecie lać.
Jakie było Babci zdziwienie gdy polały się na nas butelki wody.
No i wróciłyśmy takie zmokłe kury do domu.
Oj wtedy chyba po raz pierwszy usłyszałam od Babci, co sądzi o takich młodych ludziach :)

Nasze Święta minęły za szybko.
A jak Wasze Święta?
A może macie jakieś ciekawe anegdoty, czy wspomnienia z nimi związane?

piątek, 3 kwietnia 2020

Spacer po lesie

Kiedy już się powoli zaczęłam przyzwyczajać do spacerów raz w tygodniu, przekonałam się do chodzenia po lesie. Wszedł w życie ten dziwny zakaz i nie wiadomo, kiedy nam będzie znów dane tak spacerować.
Owszem chodziłam dłużej niż przysłowiowe 30 minut, ale po pierwsze lubię spacer po lesie, a po drugie zmieniłam kierunek i trochę się zamotałam.
Od tego ciągłego siedzenia w domu to już człowiek ma dość, a taki mały człowiek chce na dwór iść i ciężko mu wytłumaczyć, że nie może.
W drodze do lasu z daleka widziałam dosłownie 1 osobę.
W lesie Mati rozglądał się ciekawie, zwłaszcza, że taki śmieszny ptaszek chował się w liściach i podskakiwał, a młody się z tego śmiał.
Zasnął dość szybko, więc postanowiłam nie iść tą samą ścieżką, tylko skręciłam w prawo.


 Szczerze to myślałam, że droga szybko skręci i wyjdę z lasu na jakieś osiedle.
No i tak szłam i szłam, zorientowałam sie6, że chyba za daleko weszłam w las.
Musiałam z wózkiem wspinać się na stromą Górę, wąską ścieżką.
Kiedy z niej zeszłam zaczęłam się kierować bardziej w stronę, z której przyszłam.


Widoki mi wynagradzały nerwy, jakie mnie ogarnęły na myśl o tym, że w zasadzie nie wiem, gdzie jestem.
Szłam już dobre pół godziny, aż zaczęłam się modlić, żeby Bóg wskazał mi drogę.
Możecie mi wierzyć lub nie, ale poczułam, że powinnam iść w prawo i zobaczcie, gdzie wyszłam.
Wyszłam prosto na Kościół, byłam niesamowicie wdzięczna. 
Postanowiłam podejść do kaplicy, gdzie trwa całodzienna adoracja. 
Akurat wyszedł Ksiądz i powiedział, że muszę zaczekać, bo jest w środku 5 osób i dopiero jak ktoś wyjdzie, to będę mogła wejść. 
Kiedy małżeństwo wyszło, weszłam na chwilę się pomodlić, nie przypuszczałam, że tak bardzo mi będzie brak spokojnej modlitwy w kościele. 
Dlatego tym bardziej doceniłam tą krótką chwilę. 
Cieszę się, że mogłam wtedy spacerować po lesie, widziec piękno przyrody. 
Czasem nie doceniamy takich podstawowych rzeczy. 

piątek, 20 marca 2020

Uzupełniam

Tak się zbierałam, aby napisać w dniu moich urodzin, potem Dzień Kobiet, w międzyczasie wizyty u specjalistów, potem informacje o koronowirusie, niepewność, lęk.
Mnóstwo informacji z różnych stron, ale nic w sumie konkretnego, kiedy dowiedziałam się, że prawdopodobnie przez najbliższe 2-3 tygodnie będziemy zamknięci w domu musiałam wyjść na spacer z Matim.
Choć jestem typem domatora, to poczułam, że duszę się we własnym domu.
Starałam się zachowywać racjonalnie, ale pewne zakupy musiałam zrobić.
Mówią, żeby na kupić więcej i siedzieć w domu, ale ja fizycznie nie mam gdzie i jak tego przechować i kupić dla 7 osób na 2 tygodnie.
Może ktoś się u śmiać, bo teraz robię zakupy co 2-3 dni, że co to za ograniczenie.
W porównaniu z tym, jak chodziłam na zakupy 2 razy w ciągu dnia jest to dla mnie duże ograniczenie i staram się tego trzymać.
Jeżeli już wychodzimy na spacer z młodym to najczęściej w jakieś mniej uczęszczane miejsce, zaczęliśmy chodzić do lasu.
Często też spędzamy czas na balkonie, bo jakoś trzeba sobie radzić.
Jak grzyby po deszczu na blogach zaroiło się od rad, jak spędzić z dziećmi czas, pomysły na zabawy itd.
A Mati ostatnio ma gorszy czas, zęby czy skok i do wszystkiego mu potrzebna mama i choć staram się organizować mu zajęcia nie piszę o tym na blogu.
Muszę to w końcu jakoś nadrobić.
Raz na 4-5 dni wychodzimy na spacery do lasu, bo ciężko temu małemu człowieczkowi przetłumaczyć, że nie możemy wyjść, a nie zawsze chce na balkonie być.
Wrzucam fotki z tego spaceru





















Dzień otwarty w szkole podstawowej

 Wczoraj byliśmy na dniu otwartym w szkole podstawowej,w której Mati chciałby się uczyć. Przywitała nas wesoła kadra i słynna sówka, Mati do...