Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wcześniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wcześniak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 października 2024

List do rodzica wcześniaka

 Rodzicu wcześniaka!



Zbierałam się,by napisać do Ciebie już dawno,ale choć minęło już tyle lat,nadal nie lubię rozpamiętywać tego czasu.

Wracając do wspomnień przeżywam to na nowo, każdą chwilę,wypowiedziane słowo.

OION Oddział Intensywnej Opieki Neonatologicznej to miejsce szczególne,gdzie dzieją się drobne rzeczy i niesamowite cuda.

Powiem Ci coś,czego ja nie usłyszałam,a powinnam.

Nie wiem,jak u Ciebie potoczy się historia i chyba nawet personel medyczny tego nie wie i nie będę Ci pisać, że będzie dobrze,bo mnie to zdanie do szału doprowadzało.

Chcę Ci powiedzieć Rodzicu, że jesteś wystarczający/ wystarczająca dla swojego dziecka. To ono Cię wybrało na swojego rodzica.

Masz prawo czuć się zagubionym/ą niepewnym/ą, przytłoczonym/ą i po ludzku zmęczonym.

Pozwól sobie na wszystkie emocje,które Ci towarzyszą radość pomieszaną z lękiem, niemoc pomieszaną z nadzieją.

Jak czegoś nie wiesz pytaj personelu,innych mam na oddziale,jest teraz mnóstwo fundacji wcześniaków z różnych okolic,które oferują wsparcie.

Gdy ja zostałam Mamą wcześniaka tworzyła się Fundacja Ernesta, a teraz masz Fundację Matkowelove, Fundację wcześniak po Łódzku,po Mazowiecku, Śląsku, Koalicja dla wcześniaka,Mali wojownicy i można od nich uzyskać realną pomoc.

Nie bój się prosić o pomoc personel medyczny,niech Ci pokażą jak trzeba opiekować się dzieckiem,bo ja będąc Mamą po raz czwarty,ale pierwszy raz mamą wcześniaka bałam się, że zrobię mu krzywdę.

Ja bardzo żałuję, że nie poprosiłam o pomoc przy rozkręceniu laktacji zaraz po cc i w zasadzie dopiero po 2 dobach mój syn dostał pierwsze krople mego mleka.

Tato wcześniaka bądź przy swej kobiecie, wysłuchaj,przytul, nie musisz być silny zawsze, masz prawo czuć smutek, złość.

Ale w szpitalu stawaj z matką Twego dziecka ramię w ramię,możesz kangurować, przytulać, czytać książeczki, mówić do dziecka, karmić odciagniętym mlekiem,przewijać i bądź łącznikiem między personelem medycznym a Twoją kobietą.

Mamo wcześniaka,jeżeli planujesz karmienie piersią,to jak najszybciej zaopatrz się w laktator podwójny elektryczny i staraj się co 3 godziny pobudzać piersi do wytwarzania mleka.

Lekarze często rzucają medycznymi terminami i idą,a Ty wrzucasz je w google i łzy Ci lecą,bo tam można wyczytać wszystko.

Pytaj,lekarz jest od tego, żeby Ci wytłumaczyć.

Jeżeli lekarz mówi, że jest bez zmian stan stabilny,to znak, że jest dobrze,bo pobyt wcześniaka na Oion to taki rollercoaster,raz jest dobrze,czasem gorzej.

Pamiętam jak się ucieszyłam, że kilka razy mój synek dał radę wyssać z butelki moje mleko,a za 3 godziny przychodzę,a on ma sondę,bo nie miał siły pić.

Lekarze robią wszystko z myślą o dobru tego najmłodszego słodziaka.

Kobieto,jeżeli masz obniżony nastrój,co chwila płaczesz,obwiniasz się o wszystko, poproś o konsultację z dobrym psychologiem jak najszybciej, bo zaopiekowana Mama,to szczęśliwe dziecko.

Wiem, że masz w tym szpitalu mnóstwo na głowie,a po wyjściu ze szpitala jeszcze więcej,ale nie zapominaj w tym wszystkim o sobie.

Ty też jesteś ważny/ ważna.

Jeżeli chodzi o ciuszki i różne akcesoria dla wcześniaka,to polecam sklep https://www.dlawczesniaka.pl/

Gdzie możecie kupić te najmniejsze ciuszki, pieluszki,smoczki,gniazda i wszelkie możliwe i potrzebne rzeczy.

Żałuję, że tak późno odkryłam ten sklep,ale też trochę ciuszków jest w Smyku,sporo też kupiłam w lokalnym sklepie,choć ubranka 44 były dużo droższe niż te na 56,62.

Nie chcę Cię za dużo męczyć,bo to przytłaczająca sytuacja, tylko powiem, że dla tego dzieciaczka dasz radę,nawet jeżeli będzie bolało,zmęczenie będzie dawało się we znaki,dla tego dzieciaczka będziesz w stanie góry przenosić,walczyć z systemem i często głupimi ludźmi i przepisami.

Jak zobaczysz,jak Twoje dziecko walczy i wygrywa każdego dnia,będziesz stale przy nim.

Trzymam kciuki za Was i jak chcecie pogadać,to piszcie.

sobota, 8 stycznia 2022

Postanowienia noworoczne

 W zeszłym roku bardzo dużo się u nas działo i czasu było za mało, dlatego bardzo długo nie pisałam.

Jednak nowy rok , nowa ja i chcę wrócić do pisania bloga.



Na początek moje postanowienia z ubiegłego roku:

1. Przeczytać 52 książki

Nie udało się, przeczytałam tylko 14: 

- Grzeszne Święta

- Egzorcysta

- Gwiazdka pełna życzeń

- Zamiana

- Obiad z Bondem

- Keanu Reeves

- Bandyci 



- Wszystko wina kota

- Polluks

- Kastor

- Mars 

- Saturn

- Czerwone serce, niebieski motyl

- Zasypani zakochani


2. Schudnąć do wagi 2 cyfrowej 

Nie udało się,choć zrzuciłam prawie 6 kg

3. Minimum 15 minut dziennie poświęcić na samorozwój

Udało się i nie, dlatego, że nie co dzień,ale raz na jakiś czas 

4. Wrócić do zumbowania, ćwiczeń z Martą

Pierwsze 2 miesiące szło mi całkiem nieźle,a potem totalna porażka

5. Pojechać gdzieś pociągiem

Nie udało się i chyba przepiszę na ten rok.

6. Wizyta w stadninie koni

Nie wyszło

7. Wrócić do jazdy na rowerze/kupić rower

Jedno i drugie się udało. Przejeździłam ponad 300km

8. Odpisywać na tradycyjne listy w ciągu 14dni

Tyle się działo, że od maja zawiesiłam całkowicie pisanie listów.

9. Przeczytać przynajmniej 10 książek z regału hańby

Nie wyszło.

10. Zaczynać dzień od 1 rzeczy za którą jestem wdzięczna.

To mi poszło chyba najgorzej.


A teraz postanowienia na 2022 rok : 

1. Po raz kolejny przeczytać 52 książki

2. Wrócić do wagi dwucyfrowej, moim marzeniem jest ujrzeć 88

3. Przez 30 dni z rzędu robić 10 tysięcy kroków.

4. Bardziej dbać o zdrowie : morfologia, cytologia, USG, rodzinny, ginekolog, dentysta, endokrynolog

5. Znaleźć czas dla siebie na maseczki, peelingi, balsamy, masaże.

6. Przespacerować 100 km

7. Pojechać gdzieś pociągiem

8. Wizyta w stadninie koni

9. Wrócić do systematycznej aktywności

10. 100 godzin w lesie 




















piątek, 26 marca 2021

Nagły koniec ciąży


 Proszę ją, że się martwię, że to ciąża zagrożona. Mówi, żebym zaczekała, że zadzwoni do koleżanki i do mnie oddzwoni. 

Oddzwania, że  koleżanka się zgodziła, przyjedzie i mi zrobi ktg.

Serce bije miarowo, a ruchów dalej nie ma. Dała mi 2 cukierki, żebym zjadła, ale to nic nie zmieniło.

Po 30 minutowym zapisie idziemy do pobliskiego szpitala na konsultację, jest mój "ulubiony" ordynator żartowniś.

Aby przytknął głowicę usg, pokazał mi, że serce bije i mówi : niech Pani nie panikuje, widziała serce bije. Iść do domu i wrócić jak coś się będzie działo.

Wracam do domu i staram się nie myśleć, trochę się uspokajam.

Około 2ej w nocy wstaje do wc i dostaję krwotoku.

Wyć mi się chce, nie czuję dziecka, a w głowie mam tylko pytanie : czy on jeszcze żyje?

Dzwonię do J, żeby przyjechał z pracy, bo musi ze mną pojechać do szpitala.

Pakuję torbę do szpitala, zjawia się mąż i jedziemy.

Pani położna wita mnie słowami : to znowu Pani?!

Woła lekarza, który po badaniu stwierdza, że jest lekkie krwawienie, ale nie krwotok. Myślał, że przyjadę taka jak stoję? Przecież wiadomo, że się ogarnęłam, zanim przyjechałam.

Mówi, żeby podłączyć ktg. Położna przystawia głowicę i słyszę ciszę... Milion myśli w głowie.

Pyta mnie, jak jest dziecko ułożone?

-poprzecznie pośladkowo

Jeździ chwilę po całym brzuchu, w końcu słychać bicie serca. Przynosi mi herbatę szpitalną, że może poczuję ruchy.

Nic nie czuję.

Przechodzę na usg, ginekolog robi jakieś groźne miny i chrząka.

Jak ja tego nie lubię. Wiem, że coś jest nie tak, ale człowieku odezwij się.

Najgorsze momenty, to domyślać się.

Mówi, że mnie zostawi w szpitalu, więc mówię do J, żeby jechał do domu i rano mi przywiózł wyniki grupy krwi, bo z tych nerwów zapomniałam.

Znowu podłączają ktg, słyszę bicie serca maluszka, ale ruchów nadal nie ma.

Wołają mnie na usg, ten gin, który mnie nadal poprosił o konsultację młodszego kolegę.

Ten zaczyna robić usg i mówi od razu : miałeś rację stary.

Tamten wychodzi, a ten jeździ po brzuchu głowicą, mierzy, sprawdza.

Więc proszę go, żeby mi powiedział, co się dzieje? Bo okropnie się stresuję.

Słyszę : rozważamy cc, bo mały ma złe przepływy, w dodatku szacują jego wagę na 1700g, a przecież 2 tygodnie wcześniej jak byłam na usg miał 1785.

Jak to możliwe? Pytam.

Słyszę tylko: prawdopodobnie hipotrofia. Czy Pani dostawała sterydy?

-nie

-wie Pani jak zostawimy maluszka w brzuchu, to w końcu zatrzyma się serduszko, ale jak go wyjmiemy, to nie wiem, czy sobie poradzi? bo jest malutki, no i to chłopiec.

Ok, nie ma na co czekać, proszę przejść do zabiegowego, dają mi tabletkę próbują mi założyć wenflon, ale nie wiem, czy ze stresu, czy co, ale 3 razy się wykluwają i nic.

Przychodzi 2 Pani i próbuje, druga mi zdejmuje biżuterię i mówi, żeby dzwonić do męża po grupę krwi.

Podpieli mi cewnik, przechodzę na salę operacyjną, gdzie podpisuję zgodę na zabieg, szybki wywiad anestezjologiczny i słyszę, że najlepiej będzie, jak mnie uśpią. Zgadzam się na wszystko, aby tylko go uratowali.

Golą mi brzuch, polewają jodyną i przyciskają maseczkę, aż mnie boli nos. Mam chęć zaprotestować, ale zasypiam...

Wydaje mi się, że minęła chwila, kiedy otwieram oczy słyszę tylko od tego gina, co mnie przyjmował, jak mówi do drugiego " taki zdechlok". Kiedy widzi, że się obudziłam milknie, a mnie łzy lecą jak groch.

Boże, czy moje dziecko żyje? Co ja najlepszego zrobiłam? Gdzie On jest? Jestem beznadziejna, to wszystko moja wina.

Wywożą mnie na korytarz, gdzie Jacek mnie przytula uśmiechnięty. Z czego On się cieszy? Nasze dziecko walczy o życie, a On się uśmiecha...

Głaszcze mnie po głowie całuje i dziękuję za ślicznego synka.

Mówi, że synek jest malutki, ale prześliczny i od razu płakał, zabrali go w inkubatorze.

Do mnie nie dociera, nadal płaczę, przewożą mnie na pooperacyjną, Jacek mnie całuje i mówi, że przyjedzie koło poludnia, to może coś będzie coś wiadomo.

Ryczę sama w sali, aż zasypiam... 

piątek, 23 października 2020

2 urodziny Mateuszka



Tak szybko mija czas, że nie mam kiedy na spokojnie napisać.

Mateo 9 października skończył 2 lata, wróciły wspomnienia, jak go pierwszy raz zobaczyłam , przytuliłam, kiedy się go uczyłam mając go wreszcie w domu.

Wizyty u specjalistów :neonatolog, neurolog, okulista, kardiolog, fizjoterapeuta, laryngolog, ortopeda. 

Leki, walka o poprawę wyników i wagi, rehabilitacja 2x w tygodniu ze specjalistą, a w domu co dzień. 

Oczekiwanie na pierwsze podniesienie główki, leżenie na brzuszku, siadanie, stawanie, raczkowanie i chodzenie. 

Przy urodzeniu Mati ważył 1740g i miał 46 cm. Przy ukończeniu roku ważył 10 kg i 80cm, a obecnie mój dwulatek waży 16,5 kg i ma 95 cm.



Uwielbiam patrzeć jak się rozwija, rośnie, zaskakuje każdego dnia. 

Bardzo lubi zajęcia umuzykalniające, kontakt z dziećmi, zabawy, wygłupy i kocha malować.

W dniu urodzin z samego rana dostał prezent od Darii, śmieszne zwierzątka. 


Kupiłam Matiemu balon z jego ulubionym Bingiem. 

Od dziadka dostał całą torbę prezentów 






Mati dostał od dziadka puzzle 2 elementowe i świetnie sobie radził z ich układaniem. 
Przyjechała do niego Angelika, próbowała mu dać prezent, ale miał akurat bunt dwulatka i musiał poleżeć na podłodze 🙈

My również próbowaliśmy mu dać prezent, ale nawet nie chciał go rozpakować 









Matiemu bardzo smakował tort, który zrobiłam. 
Zosia z Markiem kupili młodemu fajowy zestaw lego 



2 dni później zrobiliśmy przyjęcie dla rodziny. 
Przyjechała Babcia i Jacka siostra Patrycja. 






Dostał przepięknie wykonaną układankę lewopółkulową, zrobioną przez @Skumajto.pl 


Niestety inni goście nie dopisali... 


poniedziałek, 5 października 2020

29.09.2018 włączył mi się syndrom wicia gniazda


Pamiętam, jakby to było dziś, wstałam rano i po prostu musiałam uprać i uprasować ciuszki dla Matiego.
W ogóle to z kupnem czegokolwiek dla małego zwlekałam do 7 mca ciąży, tak dużo było we mnie lęku po poprzedniej stracie.

Niektórzy mnie nie rozumieli i usłyszałam od osoby z rodziny lekką pretensje, że od razu nie powiedziałam o ciąży, tylko dopiero jak minęła jej połowa. 
Tym bardziej byłam zdziwiona, że ona też przeżyła stratę i nie rozumiała, że ja budzę się i każdego dnia zastanawiam się czy moje dziecko w brzuchu jeszcze żyje, czy mu serce bije? 

Patrząc na to jak duże dzieci rodziłam zamówiłam głównie ciuszki na 62,68.
Dosłownie pojedyncze sztuki na 56.
Gin co prawda mówił, że synek będzie drobny, ale nie przypuszczałam, że aż tak. 
Więc zabrałam się ochoczo za pranie, rozwieszanie, a córeczki pomogły mi z prasowaniem ciuszków z obu stron. 

Dla mnie została najprzyjemniejsza część, czyli składanie ciuszków i układanie ich w komodzie.
Zastanawiałam się, jak Mati będzie wyglądał w śpioszkach z wisienką, tych samych, w które ubierałam starsza trójkę? 

Kolejnego dnia odświeżyłam wózek, zaczęłam też robić sweterek na drutach, choć chciałam dotrwać do 37 tygodnia chociaż, ale zostałam mamą wcześniaka kilka tygodni wcześniej. 
To chyba organizm dawał mi znak, że już długo nie pochodzę w tej ciąży. 

Sweterka nie zdążyłam zrobić, tym bardziej, że na leżąco ciężko się robi na drutach. 
Jedynie jeszcze ogarnęłam łóżeczko, a jak już Mati był po drugiej stronie brzucha, to dopiero Jacek chodził po sklepach, szukał i kupował ciuszki na 44, choć i te były na początku na Matiego za duże. 
A w jednym sklepie zamiast mu pomóc, czy coś doradzić naciągnęła go Pani na czapeczki, takie zwykłe bawełniane po 20zl za sztukę. 
Gdybym wiedziała to, co teraz to zamówiłabym rzeczy przez internet. 
A Was dopadł syndrom gniazda? 
Czy raczej przez całą ciążę wszystko kupowałyście i szykowałyście, czekając na dzieciątko? 


 

środa, 30 września 2020

Wrzesień miesiącem świadomości Oion


Po 31 godzinach od cc idę na OION, choć dla mnie brzmi jak OIOM. Oddział Intensywnej Opieki Neonatologicznej lub Noworodkowej. Chcę jak najszybciej zobaczyć mego synka, a tutaj obowiązkowo dodatkowe mycie rąk i dezynfekcja (nikomu się wtedy nie śniło o koronawirusie). Choć w szpitalu jest ciepło, przekraczając próg OIONu czuję, że jest gorąco. 
Wita mnie jednostajny szum, w pierwszej chwili nie potrafię go do niczego porównać, ale kiedy szukając synka rozglądam się dookoła, widzę pompujące tlen respiratory. To one tak pracują, mąż prowadzi mnie do naszego synka.
Za chwilę dosłownie zjawia się Pani pielęgniarka, pyta, czy ja jestem Mamą tego maluszka? 
Po chwili prosi, abym podała imię dziecka. Widząc moją zdziwioną minę mówi :wie Pani, on jest taki śliczny, że ciągle mylimy go z dziewczynką. Zgodnie z J mówimy : Mateusz, więc Pani odnotowuje to od razu przy jego karcie. Za chwilę mówi mi, że Mateuszek nie ma respiratora, po porodzie profilaktycznie był na tlenie przez 4 godziny, ale z oddechem dobrze sobie radzi. Pozwala nam chwilę popatrzeć, bo mały po badaniach jest zmęczony.  Sama dyskretnie się odsuwa. Podchodzę do plastikowego domku i widzę tą kruszynkę w za dużym pampersie, który ma chudziutkie rączki i nóżki, widać mu żebra, a między żebrami ma dołek. Kiedy oddycha, robi to całym sobą, widać przez skórę uderzenia serca. Stoję tam i mam w sobie taki żal, że nie donosiłam, że jest taki malutki, że mój organizm zawiódł. Kiedy zaczynam do niego mówić odzywa się alarmujące bip bip bip. Odsuwam się przestraszona, że zrobiłam coś nie tak. Pani Pielęgniarka w następnej chwili materializuje się przy nas i tłumaczy, że wzrosły uderzenia serca bardzo intensywnie, pewnie to taka jego reakcja na mój głos. Żebym się nie przejmowała i go dotknęła. Chociaż to moje kolejne dziecko tak bardzo się boję, że zrobię mu krzywdę, że ręce mi drżą. W końcu zaczynam go gładzić po rączce, znowu aparatura wyje.
Pani tłumaczy żebym  po prostu położyła na nim dłoń , bo głaskanie jest za intensywne. Kładę na nim rękę, zakrywam prawie go całego dłonią, na początku jakby się spinał, ale za chwilę się uspokaja. Czuję cieplutkie ciałko, malutkie, ale doskonałe.
To mój syn, wtedy dopiero dociera do mnie, że jestem Mamą wojownika.
Zostajemy poinformowani, że maluch ma wrodzone obustronne zapalenie płuc, na które dostaje antybiotyki.
Oprócz tego jest żywiony dożylnie, ale czekają na moje mleko, bo siara jest bardzo ważna, zwłaszcza dla wcześniaków.
Na koniec naszej pierwszej wizyty Pani objaśnia nam kardiomonitor, co gdzie można odczytać?
Skłania też do zadawania pytań, bo oni sa tu po to, aby nam pomóc.
Kiedy po kilku godzinach walki wreszcie udaje mi się wycisnąć ręką te kilka kropli siary, niecały mililitr, pędzę przez ten korytarz na Oion, jakby to był największy skarb.
Całą drogę zastanawiam się, jak mu to podadzą, a Położna od razu przechyla mu i podaje bezpośrednio do buziaka.
Chyba mu smakuje, bo mlaska śmiesznie.
Pani mnie chwali, że świetnie mi poszło, wręcza kolejny pojemniczek i zaprasza, jak znów coś będzie, aby mu podać.
Może niektórym z Was wydać to się głupie, że zapamiętałam, że mnie pochwaliła, ale dla mnie to było bardzo ważne.
Psychika po nagłym cc i strachu o wcześniaka mi siadła, czułam się beznadziejną matką i obwiniałam się o wiele rzeczy.
Dlatego takie ważne były te słowa, pełne życzliwości i otuchy.
Podczas kolejnych dni poznałam inne Panie pracujące na oddziale, które zaczynały mnie przekonywać do większego kontaktu z dzieckiem, a ja ciągle się bałam, że mu coś zrobię. Lekarzy, z którymi rozmawiałam o wielu sprawach. 
Okazało się, że Mati ma małopłytkowość i neonatolog zaczął szukać przyczyny robił mi i synkowi szereg badań i okazało się, że mam p/ciała HLA, nie bardzo wiedziałam, co to znaczy? 
W skrócie mój organizm zwalcza każdy męski płód, uaktywnia się to po pierwszej ciąży. 
Dlatego z Markiem nie było komplikacji, potem były córeczki, więc ok. 
Później straciłam ciążę (nasz neonatolog powiedział, że musiał to być chłopczyk). 
Następna była ciąża zagrożona od 5tc z Matim, tylko dzięki leżeniu przez 95% czasu i braniu leków na podtrzymanie go donosiłam. 

Ale zboczyłam troszkę z tematu. 
Praktycznie wszystkie Panie opiekujące się wcześniakami były bardzo miłe i pomocne, jedna im włączała muzykę relaksacyjną i to naprawdę działało. 
O wszystkim informowały wystarczająco, nawet jeżeli 3 raz pytałam o to samo. 
Pamiętam, kiedy nasz neonatolog powiedział, że muszą Matiemu przetoczyć surowicę, bo płytki spadają regularnie, a potem będą obserwować, żeby nie było wylewów. 
A kiedy po przetoczeniu płytek przyszła inna Pani Neonatolog, poinformować mnie, że niestety płytki mimo przetoczenia spadają i wszystko już teraz w rękach Boga, to choć starała się dodać mi otuchy popłakałam się. 
Panie będące ze mną na sali bardzo mi współczuły. 
Pół nocy nie spałam, tak się denerwowałam i bałam się za każdym razem do niego iść. 
Położna, która się tej nocy nim opiekowała mówiła, że jest dzielnym wojownikiem i trzeba wierzyć, że sobie poradzi. 
Następnego dnia nie mogłam się doczekać wizyty, a za razem okropnie się jej bałam. 
Kiedy tylko zespół pediatrów pojawił się na sali, zanim ordynator się odezwał, nasz Neonatolog podszedł do mnie, chwycił za rękę i mówi : płytki rosna, niech Pani idzie do synka, On Pani potrzebuje. 
Jakie było moje zaskoczenie, kiedy kolejnego dnia podczas wizyty u synka, Położna poprosiła mnie, abym usiadła w fotelu. 
Myślę sobie, miło mi po cc usiąść, a ona, żebym rozpięła koszulę. 
To myślę sobie, może chce sprawdzić czy mam mleko, czy co? 
Ani się obejrzałam jak wyjęła Matiego z inkubatora i umieściła na mojej piersi.
Na początku oczywiście aparatura oszalała i wyła, a za chwilę, kiedy się wtulił we mnie, wszystko się uspokoiło. 
Dla mnie to było niesamowite trzymać po 4 dniach swoje dziecko, przytulać, po prostu być razem. 



Dla Matiego to też było bardzo ważne i potrzebne, wyniki mu się poprawiały, to nasze przytulanie pozytywnie wpłynęło też na laktację, bez problemu mogłam ściągnąć mleko w większej ilości. 
To zdjęcie, na którym Mati się uśmiecha zrobiłam podczas kolejnego kangurowania w 5 dniu. 
Jego uśmiech mówi sam za siebie, a ja bym chciała podziękować całemu personelowi Oionu, który nas wspierał przez 20 dni, zanim zabraliśmy maluszka do domu. w W szczególności jestem wdzięczna Doktorowi Sławomirowi, który nawet po wyjściu ze szpitala nadal nas wspierał i do którego chodziliśmy na kontrolę. 

 

czwartek, 10 września 2020

8 września - Światowy Dzień Fizjoterapii

Nasza "przygoda" z fizjoterapią u Matiego zaczęła się, kiedy miał 2,5 miesiąca.

Pomimo, że mieliśmy skierowanie do poradni rehabilitacyjnej przy wypisie ze szpitala, nie udało nam się wcześniej umówić wizyty na nfz. 

Wiedziałam przy wypisie, że neonatolog rozpoznał wzmożone napięcie mięśni, ale nie przypuszczałam, że to może małemu tak przeszkadzać. 

Najlepiej czuł się na rękach, albo lekko przewieszony przez ramię, albo oparty o nas plecami, lekko pionowo. 

Pamiętam, jak obie moje siostry mi zwracały uwagę, że nie powinnam tak dziecka nosić, a fizjoterapeuta uświadomił mi, że właśnie w takich pozycjach Matiemu najmniej napinają się mięśnie i nie odczuwa dyskomfortu. 

Pierwsza wizyta wyglądała tak, że położyłam Matiego na macie w samym pampersie i najpierw Pani oceniła jak on leży. 

Przekręciła go na brzuszek, miał ogromny problem z utrzymaniem głowy, spróbowała go sprowokować, aby podniósł głowę. 

Oceniła odruchy, potwierdziła wzmożone napięcie, oraz lekką asymetrię i zleciła nam rehabilitację z fizjoterapeutą na najbliższe 3 mce 2x  w tygodniu ćwiczenia i masaż. 

Zaczęliśmy od nowego roku, na pierwsze zajęcia szłam zestresowana. 

Wzięłam ze sobą ubranka i pieluszki na przebranie, przydaje też się pieluszka flanelowa, na której trzeba położyć maluszka na czas masażu. 

My też braliśmy naszą oliwkę, bo Mati miał bardzo wrażliwą skórę i bałam się, żeby go nic nie uczuliło. 

Pani, która z nami ćwiczyła zebrała wywiad o przebiegu ciąży, cesarce i dziecku. 


Uświadomiła, że fizjoterapia u takiego maluszka to nie tylko ćwiczenia, to codzienne zabiegi pielęgnacyjne, które należy wykonywać w określony sposób. 

Pokazała w jaki sposób podnosić, układać w łóżeczku lub na przewijaku, jak nosić dziecko i przewijać. 

Tak tak, mama od 20 lat, 4 dziecka musiałam się tego nauczyć. 

Byłam w szoku, kiedy Pani mi pokazała, że wystarczy w jednym miejscu dotknąć bioderka i lekko docisnąć, aby maluszek opuścił nóżki, bo przy tym napięciu był wygięty w taką fasolkę. 

Bardzo nam to ułatwiło przewijanie malucha. 

Oczywiście kilka krotnie przećwiczyłam ten ruch pod okiem fizjoterapeuty. 

Na początku w domu na tym się skupialiśmy. 

Powoli stopniowo pokazywali mi, jak z nim ćwiczyć, żeby rozćwiczyć to napięcie mięśni, aby go zmobilizować do podnoszenia głowy, przekręcania się i tych wszystkich ruchów, które inne dzieci wykonują same, bez większego problemu. 

Niestety nie mogłam robić zdjęć jak ktoś z dzieckiem ćwiczy, tylko musiałam wielokrotnie próbować ćwiczyć pod okiem fizjoterapeuty, aby móc powtórzyć te ćwiczenia w domu. 



Zakupiliśmy piłkę, aby móc na niej ćwiczyć jak w ośrodku. 

Tutaj próbuje korygować postawę, aby była prosta przy podnoszeniu głowy. 
A tutaj po prostu leży na piłce. 
Oczywiście najlepiej czerpać wiedzę od specjalisty, a nie szukać w internecie. 




W naszym wypadku problemem było to, że nie mieliśmy jednego fizjoterapeuty, tylko kilka razy była jedna osoba, a potem następna. 

Za każdym razem musiałam opowiadać naszą historię od nowa, no i każdy miał swój sposób pracy z moim dzieckiem. 

Po 6 mcach, kiedy przyszła do nas Pani, z którą zaczynaliśmy powiedziała, że przez te zmiany Mati nie chce ćwiczyć, płacze, złości się, buntuje. 

Zupełnie inne dziecko niż na początku, ja też zauważyłam zmiany w zachowaniu, ale szczerze mówiąc i ja miałam dość zmian. 

Przez pół roku rehabilitacji 15 różnych rehabilitantów to jest dużo dla tak małego dziecka. 

Wiecie, inaczej wygląda jak dziecko płacze podczas ćwiczeń, bo coś jest dla niego trudne, ma dość ćwiczeń, lub jest zmęczone. 

A inaczej, kiedy nie chce z daną osobą współpracować i przez godzinę pręży się, płacze i w końcu zasypia ze zmęczenia podczas masażu. 



Wtedy po prostu serce człowiekowi się kraje. 

W domu codziennie z Matim ćwiczylam, starałam się, jak w ośrodku pół godziny ćwiczeń i około 20 minut masażu. 




Widać jak mu ciężko dźwigać głowę, ale ćwiczy dzielnie. 

Tutaj widać różnicę jak sam pięknie dźwiga głowę i trzyma się prosto. 

Wiem, że Wam ciężko, że wiele z Was uważa, że po co jeszcze dziecko w domu męczyć, skoro fizjoterapeuta z nim ćwiczy, ale te ćwiczenia w domu dają efekty i skracają czas terapii. 
Poza tym w domu dziecko czuję się u siebie i łatwiej mu ćwiczyć. 
Robiłam zdjęcia z ćwiczeń dla fizjoterapeuty, żeby ocenił czy ćwiczymy prawidłowo. 


Tutaj ćwiczymy podnoszenie przodem, na początku było bokiem, naprzemiennie z przodem. 
Jednak każde dziecko to oddzielna historia i o ćwiczeniach decyduje specjalista. 
No i zastanówcie się czasem, czy pytając Mamę wcześniaka, czy dziecko jest normalne, to pytanie jest na miejscu.
Albo słysząc, że dziecko ma rehabilitację pytacie, czy jest chore? 
Fizjoterapii poddają się ludzie w sile wieku, bo odczuwają dyskomfort, osoby po złamaniach, skręceniach, czy zabiegach operacyjnych. 
Często też na rehabilitację chodzą dzieci urodzone o czasie, zdrowe ale właśnie z obniżonym /podwyższonym napięciem mięśni, z płaskostopiem, stopą koślawą, szpotawą, czy z asymetriami. 
A takie komentarze czy pytania są krzywdzące i przykre dla każdej mamy. 
Bardzo chciałam podziękować wszystkim fizjoterapeutom, którzy ćwiczyli z moim dzieckiem i którzy co dzień pomagają dzieciom czasem od pierwszych dni życia, ale także dorosłym w każdym wieku. 
Choć dziękuję, to za mało, ale bardzo dziękuję za wszystko. 


czwartek, 13 sierpnia 2020

Do domu i co dalej? - praktyczne rady

 Rodzice zabierając dziecko do domu cieszą się, ale też zastanawiają się, jak sobie poradzą sami z dzieckiem w domu? 


Rodzice wcześniaka dodatkowo przy wypisie dostają kilkustronnicową kartę A4 informacyjną, z której dowiadują się, że czasem kilka razy dziennie dziecko miało badaną krew, czy mocz, miało prześwietlenie płuc, usg głowy, brzucha i wiele innych badań.



Kolejną kartę od lekarza prowadzącego dostają ze skierowaniami do specjalistów. 

Kochani mnie też to przeraziło, że jeszcze nie wyszliśmy ze szpitala, a za 2 tygodnie mamy wyznaczoną wizytę w poradni patologii noworodka.

W najbliższym czasie powinnam zapisać Matiego do neurologa, do poradni preluksacyjnej na badanie bioderek, ale wcześniej do kardiologa, audiologa, na rehabilitację, do okulisty. 

Przyznaję szczerze, że mnie to trochę przytłaczało, bałam się, że nie dam rady, nie ogarnę tego. 

Jedna po rozmowie z prowadzącym Matiego Doktorem Sławomirem dostaliśmy wytyczne, która wizyta jest naprawdę potrzebna jak najszybciej, a z którymi możemy poczekać. 

W ogóle Kochani mam dla Was pierwszą radę, pytajcie. 

Nie bójcie się pytać, jak Was coś niepokoi, czegoś nie wiecie pytajcie. 

Najlepiej jeszcze, kiedy dziecko jest w szpitalu pytajcie, jak przebrać, nie bójcie się zmienić pieluszkę. 

Gdy wrócicie do domu nie będzie obok Was personelu do pomocy. 

Jak wykąpać dziecko? Szczerze to choć to moje 4 dziecko, miałam w sobie ogromny lęk przed samodzielną pierwszą kąpielą. 

Jakie zwyczaje panują na oddziale? 

Czy dziecko było 7,14, czy 40 lub więcej dni w szpitalu, przyzwyczaiło się do panującej tam rutyny. 

U nas w szpitalu były godziny pobudki i karmienia o 3ej rano, 6ej, 9ej, 12ej,15ej,18ej, 21ej i o północy. 

Tak, komuś się może wydawać, że to okropne takiego maluszka budzić co 3 godziny, ale przy wcześniaku nie mamy wyjścia, jeżeli chcemy, aby przybrał na wadze. 

Z pewnością w szpitalu  mieliście okazję karmić dziecko, ale nie bójcie się pytać, czy prosić, aby Pani położna Wam pokazała, jak odpowiednio chwycić dzieciaczka i sprowokować, aby otworzył buzię i zaczął ssać. 

Ja choć karmiłam 3 dzieci, to po raz pierwszy podawałam butelkę, a na początku praktycznie wszystkie wcześniaki ssą mleko mamy z butelki. 

Nie wiedziałam bardzo jak się do tego zabrać, Pani położna na spokojnie mi wszystko pokazała, jak pokiziać bródkę, aby dziecko otworzyło buzię. 


Tak samo, aby podać dziecku leki, zanim się poda mleko. 

A przede wszystkim, żeby na samym początku zmienić dziecku pieluszkę. 

Poza walorami higienicznymi, to dziecko przy tej czynności troszkę się rozbudzi. 


Ja miałam ogromne wyrzuty sumienia i było mi przykro, że Mati nie ma siły i nie daje rady wyssać, ile potrzebuje mleka z piersi. 

Ale miało to swoje dobre strony, bo każdy mógł nakarmić maluszka moim mlekiem z butelki. 

Starałam się szukać czegoś pozytywnego w trudnościach, bo i tak na początku byłam bardzo rozchwiana psychicznie. 

Któregoś razu zobaczyłam, że jedna z Pań opiekujących się naszymi maluszkami włącza im muzykę relaksacyjną, co im się wyraźnie podoba. 

Zapytałam Panią, co to jest i mi udostępniła, po powrocie do domu puszczałam tą muzykę maluszkowi i pięknie przy niej spał. 


Tak jak wszystkie dzieci, tak i wcześniaki lubią rutynę, więc go budziłam i karmiłam w takich godzinach, jak na oddziale, wcześniej podając potrzebne leki.

Potem obowiązkowo trzymałam go do góry oklepując plecki, żeby się odbiło. 

No i nie zapominajcie o kangurowaniu, które w tych pierwszych dniach było potrzebne chyba bardziej mnie niż Matiemu. Pewnie i Wam i Waszym dzieciaczkom sprawi przyjemność. 



Na koniec powiem Wam, że dobrze sobie zrobić taki planer-tabelkę (są też aplikacje, choć już nie pamiętam z jakiej korzystałam. 

Starsza córka mi zrobiła tabelki, gdzie miałam na godziny rozpisane karmienia, aby wpisywałam, ile zjadł. 

Leki, kiedy i jakie dałam. 

Dobrze jest zapisywać sobie poszczególne wizyty u specjalistów, aby nie zapomnieć, co i kiedy. 

Nie wiem, jak teraz z tymi wizytami w czasach ogarniętych restrykcjami Covid. 

Jeżeli macie jakieś pytania, to śmiało. 

A może macie jakiś temat, który byście chcieli, abym poruszyła? 


Dzień otwarty w szkole podstawowej

 Wczoraj byliśmy na dniu otwartym w szkole podstawowej,w której Mati chciałby się uczyć. Przywitała nas wesoła kadra i słynna sówka, Mati do...