Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laktacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laktacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 stycznia 2022

Postanowienia noworoczne

 W zeszłym roku bardzo dużo się u nas działo i czasu było za mało, dlatego bardzo długo nie pisałam.

Jednak nowy rok , nowa ja i chcę wrócić do pisania bloga.



Na początek moje postanowienia z ubiegłego roku:

1. Przeczytać 52 książki

Nie udało się, przeczytałam tylko 14: 

- Grzeszne Święta

- Egzorcysta

- Gwiazdka pełna życzeń

- Zamiana

- Obiad z Bondem

- Keanu Reeves

- Bandyci 



- Wszystko wina kota

- Polluks

- Kastor

- Mars 

- Saturn

- Czerwone serce, niebieski motyl

- Zasypani zakochani


2. Schudnąć do wagi 2 cyfrowej 

Nie udało się,choć zrzuciłam prawie 6 kg

3. Minimum 15 minut dziennie poświęcić na samorozwój

Udało się i nie, dlatego, że nie co dzień,ale raz na jakiś czas 

4. Wrócić do zumbowania, ćwiczeń z Martą

Pierwsze 2 miesiące szło mi całkiem nieźle,a potem totalna porażka

5. Pojechać gdzieś pociągiem

Nie udało się i chyba przepiszę na ten rok.

6. Wizyta w stadninie koni

Nie wyszło

7. Wrócić do jazdy na rowerze/kupić rower

Jedno i drugie się udało. Przejeździłam ponad 300km

8. Odpisywać na tradycyjne listy w ciągu 14dni

Tyle się działo, że od maja zawiesiłam całkowicie pisanie listów.

9. Przeczytać przynajmniej 10 książek z regału hańby

Nie wyszło.

10. Zaczynać dzień od 1 rzeczy za którą jestem wdzięczna.

To mi poszło chyba najgorzej.


A teraz postanowienia na 2022 rok : 

1. Po raz kolejny przeczytać 52 książki

2. Wrócić do wagi dwucyfrowej, moim marzeniem jest ujrzeć 88

3. Przez 30 dni z rzędu robić 10 tysięcy kroków.

4. Bardziej dbać o zdrowie : morfologia, cytologia, USG, rodzinny, ginekolog, dentysta, endokrynolog

5. Znaleźć czas dla siebie na maseczki, peelingi, balsamy, masaże.

6. Przespacerować 100 km

7. Pojechać gdzieś pociągiem

8. Wizyta w stadninie koni

9. Wrócić do systematycznej aktywności

10. 100 godzin w lesie 




















środa, 30 września 2020

Wrzesień miesiącem świadomości Oion


Po 31 godzinach od cc idę na OION, choć dla mnie brzmi jak OIOM. Oddział Intensywnej Opieki Neonatologicznej lub Noworodkowej. Chcę jak najszybciej zobaczyć mego synka, a tutaj obowiązkowo dodatkowe mycie rąk i dezynfekcja (nikomu się wtedy nie śniło o koronawirusie). Choć w szpitalu jest ciepło, przekraczając próg OIONu czuję, że jest gorąco. 
Wita mnie jednostajny szum, w pierwszej chwili nie potrafię go do niczego porównać, ale kiedy szukając synka rozglądam się dookoła, widzę pompujące tlen respiratory. To one tak pracują, mąż prowadzi mnie do naszego synka.
Za chwilę dosłownie zjawia się Pani pielęgniarka, pyta, czy ja jestem Mamą tego maluszka? 
Po chwili prosi, abym podała imię dziecka. Widząc moją zdziwioną minę mówi :wie Pani, on jest taki śliczny, że ciągle mylimy go z dziewczynką. Zgodnie z J mówimy : Mateusz, więc Pani odnotowuje to od razu przy jego karcie. Za chwilę mówi mi, że Mateuszek nie ma respiratora, po porodzie profilaktycznie był na tlenie przez 4 godziny, ale z oddechem dobrze sobie radzi. Pozwala nam chwilę popatrzeć, bo mały po badaniach jest zmęczony.  Sama dyskretnie się odsuwa. Podchodzę do plastikowego domku i widzę tą kruszynkę w za dużym pampersie, który ma chudziutkie rączki i nóżki, widać mu żebra, a między żebrami ma dołek. Kiedy oddycha, robi to całym sobą, widać przez skórę uderzenia serca. Stoję tam i mam w sobie taki żal, że nie donosiłam, że jest taki malutki, że mój organizm zawiódł. Kiedy zaczynam do niego mówić odzywa się alarmujące bip bip bip. Odsuwam się przestraszona, że zrobiłam coś nie tak. Pani Pielęgniarka w następnej chwili materializuje się przy nas i tłumaczy, że wzrosły uderzenia serca bardzo intensywnie, pewnie to taka jego reakcja na mój głos. Żebym się nie przejmowała i go dotknęła. Chociaż to moje kolejne dziecko tak bardzo się boję, że zrobię mu krzywdę, że ręce mi drżą. W końcu zaczynam go gładzić po rączce, znowu aparatura wyje.
Pani tłumaczy żebym  po prostu położyła na nim dłoń , bo głaskanie jest za intensywne. Kładę na nim rękę, zakrywam prawie go całego dłonią, na początku jakby się spinał, ale za chwilę się uspokaja. Czuję cieplutkie ciałko, malutkie, ale doskonałe.
To mój syn, wtedy dopiero dociera do mnie, że jestem Mamą wojownika.
Zostajemy poinformowani, że maluch ma wrodzone obustronne zapalenie płuc, na które dostaje antybiotyki.
Oprócz tego jest żywiony dożylnie, ale czekają na moje mleko, bo siara jest bardzo ważna, zwłaszcza dla wcześniaków.
Na koniec naszej pierwszej wizyty Pani objaśnia nam kardiomonitor, co gdzie można odczytać?
Skłania też do zadawania pytań, bo oni sa tu po to, aby nam pomóc.
Kiedy po kilku godzinach walki wreszcie udaje mi się wycisnąć ręką te kilka kropli siary, niecały mililitr, pędzę przez ten korytarz na Oion, jakby to był największy skarb.
Całą drogę zastanawiam się, jak mu to podadzą, a Położna od razu przechyla mu i podaje bezpośrednio do buziaka.
Chyba mu smakuje, bo mlaska śmiesznie.
Pani mnie chwali, że świetnie mi poszło, wręcza kolejny pojemniczek i zaprasza, jak znów coś będzie, aby mu podać.
Może niektórym z Was wydać to się głupie, że zapamiętałam, że mnie pochwaliła, ale dla mnie to było bardzo ważne.
Psychika po nagłym cc i strachu o wcześniaka mi siadła, czułam się beznadziejną matką i obwiniałam się o wiele rzeczy.
Dlatego takie ważne były te słowa, pełne życzliwości i otuchy.
Podczas kolejnych dni poznałam inne Panie pracujące na oddziale, które zaczynały mnie przekonywać do większego kontaktu z dzieckiem, a ja ciągle się bałam, że mu coś zrobię. Lekarzy, z którymi rozmawiałam o wielu sprawach. 
Okazało się, że Mati ma małopłytkowość i neonatolog zaczął szukać przyczyny robił mi i synkowi szereg badań i okazało się, że mam p/ciała HLA, nie bardzo wiedziałam, co to znaczy? 
W skrócie mój organizm zwalcza każdy męski płód, uaktywnia się to po pierwszej ciąży. 
Dlatego z Markiem nie było komplikacji, potem były córeczki, więc ok. 
Później straciłam ciążę (nasz neonatolog powiedział, że musiał to być chłopczyk). 
Następna była ciąża zagrożona od 5tc z Matim, tylko dzięki leżeniu przez 95% czasu i braniu leków na podtrzymanie go donosiłam. 

Ale zboczyłam troszkę z tematu. 
Praktycznie wszystkie Panie opiekujące się wcześniakami były bardzo miłe i pomocne, jedna im włączała muzykę relaksacyjną i to naprawdę działało. 
O wszystkim informowały wystarczająco, nawet jeżeli 3 raz pytałam o to samo. 
Pamiętam, kiedy nasz neonatolog powiedział, że muszą Matiemu przetoczyć surowicę, bo płytki spadają regularnie, a potem będą obserwować, żeby nie było wylewów. 
A kiedy po przetoczeniu płytek przyszła inna Pani Neonatolog, poinformować mnie, że niestety płytki mimo przetoczenia spadają i wszystko już teraz w rękach Boga, to choć starała się dodać mi otuchy popłakałam się. 
Panie będące ze mną na sali bardzo mi współczuły. 
Pół nocy nie spałam, tak się denerwowałam i bałam się za każdym razem do niego iść. 
Położna, która się tej nocy nim opiekowała mówiła, że jest dzielnym wojownikiem i trzeba wierzyć, że sobie poradzi. 
Następnego dnia nie mogłam się doczekać wizyty, a za razem okropnie się jej bałam. 
Kiedy tylko zespół pediatrów pojawił się na sali, zanim ordynator się odezwał, nasz Neonatolog podszedł do mnie, chwycił za rękę i mówi : płytki rosna, niech Pani idzie do synka, On Pani potrzebuje. 
Jakie było moje zaskoczenie, kiedy kolejnego dnia podczas wizyty u synka, Położna poprosiła mnie, abym usiadła w fotelu. 
Myślę sobie, miło mi po cc usiąść, a ona, żebym rozpięła koszulę. 
To myślę sobie, może chce sprawdzić czy mam mleko, czy co? 
Ani się obejrzałam jak wyjęła Matiego z inkubatora i umieściła na mojej piersi.
Na początku oczywiście aparatura oszalała i wyła, a za chwilę, kiedy się wtulił we mnie, wszystko się uspokoiło. 
Dla mnie to było niesamowite trzymać po 4 dniach swoje dziecko, przytulać, po prostu być razem. 



Dla Matiego to też było bardzo ważne i potrzebne, wyniki mu się poprawiały, to nasze przytulanie pozytywnie wpłynęło też na laktację, bez problemu mogłam ściągnąć mleko w większej ilości. 
To zdjęcie, na którym Mati się uśmiecha zrobiłam podczas kolejnego kangurowania w 5 dniu. 
Jego uśmiech mówi sam za siebie, a ja bym chciała podziękować całemu personelowi Oionu, który nas wspierał przez 20 dni, zanim zabraliśmy maluszka do domu. w W szczególności jestem wdzięczna Doktorowi Sławomirowi, który nawet po wyjściu ze szpitala nadal nas wspierał i do którego chodziliśmy na kontrolę. 

 

niedziela, 3 maja 2020

Kp wcześniaka po cc - praktyczne rady

W wiadomościach prywatnych często pytacie mnie, jak mi się udało karmić mojego wcześniaka pomimo nagłego cesarskiego cięcia?
Odpisuje w miarę szybko, jak to wyglądało u mnie, bo chcę Wam pomóc.


Ale widząc, że jest taka potrzeba postaram się tutaj opisać Wam moją drogę do karmienia.
Pewnie jak każda kobieta w ciąży miałam plany, jak się dzieciaczek pojawi na świecie.
Jak będę ubierała, przewijała, karmiła.
Mając spore doświadczenie w karmieniu piersią starszych dzieci wiedziałam, że chcę tego maluszka karmić.
Jednak wyobrażenia sobie, a życie nam pisze przedziwne scenariusze.
Kiedy musiałam mieć nagłe cc moja psychika siadła, zna to chyba każda mama wcześniaka.

Przede wszystkim na początku nie docierało do mnie, że już nie jestem w ciąży, po drugie, kiedy przynieśli na łóżko obok drugą Panią po cesarce, a za chwilę dali jej dzieciątko do karmienia.
A ja sama jak ten kółek, nie widziałam mojego dziecka, miałam wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam go donosić.
Jeżeli macie taką możliwość poproście, aby położna zwłaszcza na początku Wam pomogła pobudzić laktację.
Co innego jak można usiąść, czy pójść do dziecka, a co innego jak jesteś sama ze swymi myślami i zostawiona sama sobie.
Jeżeli macie taką możliwość (wiadomo teraz w realiach koronawirusa nie ma takiej opcji) żeby Wam pomogła siostra, koleżanka.
Choć karmilam 3 dzieci nie za bardzo wiedziałam jak się zabrać za odciąganie.

Praktyczne porady, spróbuj się zrelaksować (wiem, zostałaś mamą wcześniaka, nie wiesz w jakim jest stanie i się podświadomie denerwujesz, ale spróbuj choć troszkę wyluzować).
Dobrze jest wziąć ciepły prysznic, jeżeli nie masz takiej możliwości to pieluchę namocz w ciepłej wodzie i zrób ciepły okład na pierś.
Można lekko rozmasować i próbować coś wycisnąć.
Choć powiem Wam, że dobrze zainwestować w dobry laktator.
Mnie pożyczyła laktator ręczny koleżanka  i zdecydowanie szybciej i łatwiej mi szło odciąganie.
Z perspektywy czasu jednak Wam powiem, że nie kupujcie pierwszego najtańszego, lepiej zapłacić troszkę więcej za coś sprawdzonego.
Ja zamówiłam za 99 zł elektryczny, który niestety się zepsuł i musiałam kupić nowy i zamówiłam za 159 zł z Canpol i naprawdę dobrze mi się sprawdził.

Przy odciąganiu mleka dobrze jest mieć zdjęcie dziecka przed oczami, to motywuje.
Mnie najlepiej szło po powrocie od maluszka.

Pamiętam jak czekałam na ten nawał pokarmu i mijały dni, a ja czekałam i poszłam do maluszka z niewielką ilością, a on akurat był po zmianie wenflonu i bardzo płakał, Pani mu bandazowala rączkę, więc nawet nie mogłam go dotknąć. Stałam przed tym jego "domkiem" i mówiłam mu, że go kocham, żeby nie płakał.
Musiałam wrócić na salę niestety, wchodzę, a tam jedna Pani do mnie : płacze, że nie ma mleka, a tu rzeka mleka.
Ja patrzę, a mam plamy z mleka na koszuli, pod wpływem płaczu dziecka się odblokowałam.

Nie zniechęcajcie się, choć może być ciężko, ja średnio co kilka dni miałam kryzys laktacyjny pomimo picia 3 butelek 1,5 l dziennie, femaltikeru i herbatek laktacyjnych.
Wiem, że jest procent mam, które mimo szczerych chęci nie mają pokarmu, ale warto powalczyć.

Jeżeli jest to tylko możliwe i dziecko daje radę próbujcie przystawiać do piersi, bo ono najlepiej pobudzi laktację.
Tylko pamiętajcie, że dla wcześniaka bardzo trudne jest ogarnięcie oddychania i ssania piersi, to duży wysiłek.

Jeżeli widziałam, że Mati zaczyna przysypiać przy cysiu to podawałam moje mleko z butelki.

Znowu się rozpisałam, a jeszcze tyle Wam chciałam napisać, ale nie chce Was zanudzić.


Na koniec polecam Wam poduszke do karmienia, u nas przez dłuższy czas się sprawdzała. 




wtorek, 14 stycznia 2020

Moje początki laktacji

Miałam o tym napisać w zasadzie jak tylko założyłam bloga, ale ciągle czasu brak, a to inne tematy i tak zawsze było coś innego do napisania.

Jakiś czas temu napisała do mnie jedna z Was (niechcący skasowałam komentarz, zamiast go zatwierdzić) żebym napisała, jak mi się udało karmić piersią?

Z perspektywy czasu myślę, że gdyby to było moje pierwsze dziecko, to pewnie szybko bym się poddała i przeszła na mm.
Jeszcze będąc w ciąży wyobrażałam sobie jak to popłynie rzeka mleka, Mati się przyssie i będzie fajnie.
Nauczona doświadczeniem kupiłam sobie maść w razie bólu po karmieniu.
Nikt jednak nie przewidział, że ciążę będzie trzeba rozwiązać wcześniej i mój organizm nie był nastawiony na karmienie.
Pamiętam jak  obudziłam się koło 10, gdy przyszła do mnie Pani z noworodków i mówi :sprawdzimy, czy jest mleko?
Nacisnęła i stwierdziła, że jeszcze nie ma.
Zostawiła mi pojemnik z tekstem, żebym odciągała i sobie poszła.
A ja miałam takie tylko doświadczenie, że przy wcześniejszych dzieciach nadmiar mleka ściągałam w pieluchę i zupełnie nie wiedziałam jak się do tego zabrać.
Próbowałam masować i odciągać ręką, ale krople były gęste i lepkie i więcej zostawało na ręku niż w pojemniku.
A jak już udało mi się trafić do pojemnika, to zaraz zasychały.
Powoli zaczynałam się załamywać, tym bardziej, że tylko ode mnie wymagano, a nikt mi nie pomógł.
Poprosiłam o strzykawkę, ale nie udało mi się odciągać, bo musiałam plackiem leżeć przez 12 godzin po cc.
Następnego dnia położna mi rzuciła tylko, żebym co 2-3 godziny próbowała odciągać w systemie 3-5-7
Dopiero jak koło południa zobaczyłam Mateuszka w inkubatorze, dotarło do mnie, że go urodziłam, że jestem mu potrzebna, że on walczy, więc i ja muszę zawalczyć o mleko dla niego.
Zawzięłam się, J mi kupił herbatkę na laktację, zaczęłam pić 3 butelki wody na dobę i pod wieczór pierwszy sukces.
Po 30 minutach odciągania ręką 3 ml.
Od razu poszłam na wcześniakowy oiom z pojemniczkiem, a Pani od razu małemu wlała do buzi.
Zachęciła mnie do dalszego odciągania i przynoszenia mleka nawet w nocy.
Z uporem maniaka co 3 godziny odciągałam przez pół godziny ręką w systemie 3-5-7 i tak pod wieczór miałam 5ml, czyli tyle ile wtedy starczyło maluszkowi, aby nie był głodny.
W nocy nastawiałam sobie budzik i prosiłam Panią na łóżku obik, że jak nie słyszę, to niech mnie budzi, jak usłyszy i tak było, że czasem mnie szarpała za ramię.
No i rano udało mi się odciągnąć prawie 10 ml :)
Kolejnego dnia dowiedziałam się, że dobrze przed odciąganie skoczyć pod prysznic, wtedy łatwiej idzie.
Za każdym razem było więcej siary.
4 dnia życia Mateuszka mogłam go po raz pierwszy przytulić, dostałam go na kangurowanie.
Po powrocie od niego mega sukces, prawie 30 ml 😍
Na 5 dzień koleżanka mi pożyczyła ręczny laktator i dowiedziałam się, że dobrze na laktację wpływa femaltiker, więc poprosiłam Jacka, żeby mi kupił.
No i mogę powiedzieć, że to był pierwszy sukces laktacyjny 50 ml za jednym razem.
Następnego dnia po raz pierwszy pozwolono mi Mateuszka przystawić do piersi, co wcale nie było takie lekkie i proste.
Musiałam usiąść na krześle, dostałam na nogi poduszkę-rogal do karmienia, na to flanela.
Dopiero wtedy wyjęli małego z inkubatora i go położyli.
Trzeba go było ruszać po brodzie, aby się przebudził i otworzył buzię.
Niestety rozmiar mojego biustu w tym wypadku był dużą przeszkodą, bo kiedy próbowaliśmy go przystawiać to miał odruch wymiotny, albo zamykał buzię.
W końcu po jakiś 20 minutach udało się, że złapał i nawet zaczął ssać i zaraz zasnął ze zmęczenia, ale jeszcze go trzymałam i przytulałam.
Po powrocie na salę odciągnełam laktatorem ręczny rekordową ilość mleka, 80ml
Taki był nasz pierwszy tydzień karmienia.
Mam nadzieję, że innym Mamom wcześniaków pomoże ten post.

Dzień otwarty w szkole podstawowej

 Wczoraj byliśmy na dniu otwartym w szkole podstawowej,w której Mati chciałby się uczyć. Przywitała nas wesoła kadra i słynna sówka, Mati do...